Skip to content

22 lipca 2010

Wrażenia po targach medycyny niekonwencjonalnej, a tak naprawdę wróżek, magicznych pierścieni i aur

Parę miesięcy temu uczestniczyłem w targach medycyny niekonwencjonalnej. Pojawiłem się na nich pierwszy raz, stąd moje zdziwienie, gdy zobaczyłem wróżki, amulety i symbole ludów starożytnych. Zastanawiałem się, co o tym sądzić i czy podzielić się moimi wrażeniami za pomocą tego felietonu, ale co tam. Piszę.

Wiarę w to, że inny człowiek może przepowiedzieć Ci przyszłość uważam za bezpodstawną. Istnieje oczywiście wyjątek – jeśli ta druga osoba ma informacje o Tobie bądź tą przyszłość może tworzyć. Wtedy nie uznajemy tego za coś nadprzyrodzonego – gdy podejdzie dres i powie Ci „dzisiaj stracisz swoją komórkę” nie nazwiemy go wróżką. Mimo, iż przpowiednia mogła się sprawdzić.

To człowiek tworzy swoje przeznaczenie. Nawet, jeśli los został zapisany gdzieś w gwiazdach, to i tak masz wpływ na Swoje życie, czy tego chcesz, czy nie. Nie znam nikogo, kto posiadałby sensowny argument, że jest inaczej. „Brak wpływu” to taka sama wymówka, jak „nie chce mi się pomyśleć, jak mógłbym daną sprawę załatwić”. Jeśli naprawdę tego pragniemy, zawsze znajdziemy co najmniej dwa wyjścia z każdej sytuacji.

Pójdźmy dalej. Ludzie praktycznie od zawsze posługiwali się amuletami i symbolami, niektóre z nich przetrwały do dzisiaj, choć wcale ich nie zauważamy. Z tą drobną różnicą, że krzyżyk na łańcuszku – nawet poświęcony – nie odpędza demonów, tylko znakuje nas na chrześcijanina. To element – choć nieobowiązkowy – przyznawania się do swojej religii i przeświadczeń. Przypomina nam o naszych wartościach i wierzeniach, nie posiada magicznej mocy.

Gdy postawimy krok dalej, zobaczymy pierścienie metalowe odpędzające nieszczęścia i dające siłę. Zawierają runy wikingów. Sprzedaje się je w cenie około stu złotych. Każdy z nich odpowiada za inne cechy człowieka, który je nosi. Podczas krótkiej rozmowy dowiedziałem się, że powstały na ten temat prace naukowe tłumaczące fenomen tych amuletów. Podobno to fotony odbijają się od nich w jakiś specyficzny sposób i napromieniowują człowieka. Zastanawiające jest tylko to, że przecież kąt odbicia promieni stale się zmienia – przecież ruszamy ręką różnie ustawiając noszony pierścień.

Na moje pytanie odnośnie tego, czy to nie jest efektem placebo dostałem przeczącą odpowiedź. Drążyłem temat dalej. Okazało się, że musisz wierzyć, iż to działa, jeśli amulet ma przynieść skutek. Tak nawiasem mówiąc, jeśli go kupiłeś, to już w jakiś sposób zaufałeś, że może Ci to wyjść na zdrowie.

Czy nie lepiej zatem po prostu uwierzyć we własne siły, zacząć nosić uśmiech na ustach i przestać narzekać? Bez wspierania się magicznymi pierścieniami, wróżkami i talizmanami, bo przecież tak naprawdę, one wszystkie oddziaływują na podświadomość. To ona decyduje o naszym podejściu do życia.

Nie lubię negować wszystkiego „bo ja tak uważam”, gdy nie posiadam żadnych dowodów przeciw. Szczerze mówiąc, nie czytałem tych rozpraw naukowych na temat bioenergoterapii, amuletów i struktury wody. Dodam tylko, że nie mam takiego zamiaru. Podchodzę do tematu zdroworozsądkowo, a jednocześnie wiem, iż wiele innych osób zna się na temacie znacznie lepiej niż ja. Dlatego mogę się mylić, choć osobiście w to wątpię.

Bioenergoterapia. Nasze ciało emituje promieniowanie podczerwone, tak zwane IR. Zbliżenie albo położenie ciepłych rąk na głowie pacjenta stosowano od niezwykle dawnych czasów. Spotykamy to do dzisiaj w naszym życiu codziennym. „Dobry dotyk” uspokaja i rozluźnia. Na tym polega tak często pocieszanie drugiego człowieka. Matka przytula dziecko, aby przestało płakać i się smucić. To możemy zaakceptować za fakt, nie chodzi o żadne tajemnicze moce z Harry’ego Pottera.

Na pewno istnieją osoby, których dotyk koi bardziej. Daje nadzieję na wyzdrowienie i pobudza osobę do walki z chorobą. Działa to częściowo jako efekt placebo. Na temat szczególnych zdolności tych Mistrzów nie chcę się wypowiadać, bo ich nie znam. Zmierzam tylko do tego, by zacząć patrzeć racjonalnie i realistycznie, tak, jak wygląda świat, a nie z punktu widzenia swoich ideologii, „jak powinno być”.

Społeczeństwo nas nauczyło skrajnych poglądów. Jestem za homeopatią albo przeciw. Jestem za bioenergoterapią albo przeciw. Mało kto z osób, które wyśmiewają się z czegokolwiek zadało sobie trud, by się tematowi przyjrzeć z bliska, bez nadmiernego sceptycyzmu i odrzucania wszystkiego, co z tym związane.

Idealiści są wspaniałymi przywódcami. Potrafią pociągnąć za sobą ludzi i swoją charyzmą przekonują, że możemy stworzyć lepszy, doskonały świat. Tłum im wierzy, że wystarczy ich poprzeć, a oni zrobią, do czego się zobowiązali. Jednak ta cała sytuacja została oderwana od rzeczywistości. Zamiast patrzeć na to, jaki jest świat, obserwować go, zaczęliśmy myśleć o tym, jaki świat powinien być. Każdy z nas kieruje się swoją mapą rzeczywistości. Ale mapa nie jest terenem. Każdy z nas otoczenie postrzega inaczej. I to należy zauważyć i zaakceptować, a nie tępo upierać się przy swoim. Różni ludzie głoszący różne rzeczy mogą mieć rację. Z ich punktu widzenia.

Patrzmy świadomie. To moje przesłanie.

Skomentuj wpis

Kanał RSS komentarzy